Kamil sprawdza: McLaren 720S

Ciężko powiedzieć, że wszyscy kochają supersamochody, bo są po prostu na dłuższą metę bez sensu, a wysiadając z nich wyglądamy jakbyśmy ćwiczyli gimnastykę. Jednak blichtr, osiągi i cała otoczka “superowości” powoduje, że większość maniaków motoryzacji marzy o tym, aby w swoim garażu ugościć chociaż jedno superauto. Jak się okazuje, Włosi w tej dziedzinie nie mają monopolu. Brytyjska konkurencja nie śpi, dlatego sprawdziłem topowego McLarena o nazwie 720S, który oferuje ponad 700 koni mocy.
Kamil sprawdza: McLaren 720S
fot. Andrzej Bożecki
01.12.2021

Testując nowe auta od kilkunastu lat zaczynam być odporny na wiele bodźców, a to, co cieszyło lub dawało dużo zabawy, staje się pospolite niczym bułki z osiedlowej piekarni. A jednak są takie chwile, takie auta testowe, które wyzwalają nieskończone pokłady endorfin i sprawiają, że odliczasz dni do odbioru samochodu. Tak właśnie było w przypadku McLarena 720S, którego dostałem na zaledwie 7 godzin, ale pozwoliło to na skosztowanie brytyjskiej myśli motoryzacyjnej, która zrobiła na mnie bardzo pozytywne wrażenie.


McLaren 720S to obecnie najmocniejszy model, jaki możemy zamówić od ręki u dealera. Oczywiście nie licząc wersji specjalnych jak chociażby 765LT, ale uwierzcie zwykłe 720S nie ma powodów do wstydu. Brytyjskie superauto jest napędzane przez zamontowane centralnie podwójnie doładowane V8 o pojemności 4 litrów, które uwaga wytwarza aż 720 KM i 770 Nm maksymalnego momentu obrotowego, a to wszystko trafia na tylne koła.


Czytając przed testem broszurę jeszcze większe wrażenie zrobiły na mnie deklarowane czasy przyspieszeń - pierwsza setka w 2,9 sekundy, co jest już standardem w tym segmencie, ale jak pomyślimy, że 200 km/h pojawia się po 7,8s to wiemy, iż mamy do czynienia z drogowym myśliwcem. Dodam, że jeśli pojedziemy McLarenem do Niemiec powinniśmy osiągnąć na “autobahnie” 341 km/h. Bardzo dobre osiągi to w dużej mierze zasługa niskiej wagi (1424 kilogramy z paliwem i płynami) oraz karbonowego monokoku, na którym opiera się McLaren 720S.


McLaren 720S ma dwa oblicza. Z jednej strony jest to idealny supersamochód do jazdy na co dzień - system podnoszenia przodu (o 30 mm) sprawia, że nie trzeba się bać progów spowalniających, ale warto mieć do nich szacunek, zwłaszcza jeśli większość elementów jest wykonana z karbonu, a duża szyba gwarantuje bardzo dobrą widoczność.

Ogólnie w środku panuje minimalizm, ale nie ma tu charakterystycznej dla tego typu aut ciasnoty, więc osoby z klaustrofobią powinny dać sobie radę. Kierownica nie ma żadnych przycisków, a w trybie track wyświetlacz przed kierowcą składa się, aby pokazać najważniejsze informacje, jakie są potrzebne na torze - prędkość i obroty silnika.


Brytyjskie auto ma też drugą bardziej brutalną stronę. Wystarczy przełączyć wszystkie pokrętła na sport lub jak macie wystarczająco dużo odwagi na tryb track wtedy zaczyna się prawdziwa jazda. Kiedy pierwszy raz wcisnąłem gaz do dechy samochód wystartował niczym rakieta. I co ciekawe cyferki od 100 do 2… tak szybko się zmieniają, że nie nadążasz patrzeć na prędkościomierz i drogę jednocześnie.

Kiedy dwie turbiny zaczną dmuchać częstują nas solidnym uderzeniem mocy, a dodatkowo mamy tu charakterystyczny dźwięk upustu ciśnienia turbosprężarek, coś pięknego. Sporą zabawą jest przeciąganie obrotów w okolice czerwonego pola, które zaczyna się od 8 tys. obr./min. Jedynie czuć trochę jakby auto było komputerowe, brakuje tutaj nieco więcej dramaturgii jak ma to miejsce np. w Lamborghini. McLaren 720S jak na superauto jest cichutkie, pewnie za sprawą turbosprężarek, które skutecznie tłumią doznania akustyczne.

A prowadzenie to inna liga - połączenie wspomagania hydraulicznego z elektrycznym robi fantastyczną robotę. W McLarenie 720S czuć każdy najdrobniejszy ruch kierownicą, która stawia przyjemny opór. Dużą zaletą jest też dobra pozycja za kierownica. Co ciekawe brytyjskie superauto wydawać by się mogło, że będzie twarde i niewygodne. Jasne nie oczekujmy tutaj komfortu Mercedesa klasy S, ale w trybie comfort zawieszenie lepiej tłumi nierówności niż niejeden hot hatch, który ma sztywne nastawy.


Pod koniec zatrzymajmy się na chwile na wyglądzie i cenie McLarena 720S. Jak dla mnie nadal kwintesencją supersamochodu jest niekwestionowany lider, czyli Lamborghini Aventador, ale Mac nie pozostaje w dużym cieniu. Podnoszone do góry drzwi z fragmentem dachu, smukła sportowa sylwetka sprawia, że parę osób zwróciło uwagę, ba nawet kilku zaczepiło podczas robienia sesji fotograficznej.

Niestety testowany egzemplarz miał nudny szary kolor, który gubił się w polskiej jesiennej i szarej rzeczywistości. Bazowo McLaren 720S kosztuje 312 tys. euro (ok. 1,46 mln złotych). Z racji, że testowany egzemplarz ociekał karbonowymi dodatkami prawdopodobnie jego wartość mogła poszybować w okolice 1,8 mln zł.


Siedem godzin, chociaż w mały stopniu umożliwiło mi poznanie tego, jakim samochodem jest McLaren 720S, aby lepiej sprawdzić jego możliwości zabrałbym go z chęcią na tor. Nie ukrywam to auto na stołecznych drogach męczyło się i ciężko było rozwinąć 720 koni. W takich warunkach więcej zabawy jest w hot hatchu, ale jeśli zaakceptujemy całą otoczkę jaką daje brytyjski supersamochód oraz jego zaawansowaną technologię może okazać się ciekawą propozycją dla entuzjastów motoryzacji, którzy cenią dobre prowadzenie i fenomenalne osiągi, a niekoniecznie włoski znaczek na kierownicy.

Polecane wideo

Kamil sprawdza: McLaren 720S
Kamil sprawdza: McLaren 720S - zdjęcie 1
Komentarze
Ocena: 5 / 5
Polecane dla Ciebie