Małysz: sprawdzian przed Dakarem zaliczony!

Adam Małysz może z optymizmem czekać na najważniejszy występ w sezonie, styczniowy Dakar. Ostatni poważny sprawdzian przed tymi zawodami, Rallye OiLibya du Maroc, kierowca Orlen Teamu ukończył na 8. miejscu. – Pokazaliśmy, że i w takiej stawce możemy walczyć – ocenił ten występ.
Małysz: sprawdzian przed Dakarem zaliczony!
zdjęcie: Orlen Team
10.10.2015
Rafał Jemielita

Impreza w Maroku była jedną z najtrudniejszych i najmocniej obsadzonych w tym roku. Większość ekip potraktowała pięcioetapowy rajd bardzo prestiżowo. Na starcie stanęli między innymi szykujący się do walki o wygraną w Dakarze kierowcy Peugeota, dominujący w ostatnich latach w imprezach cross country Nasser al-Attiyah oraz cała grupa marzących o takich samych wynikach zawodników Toyoty.

zdjęcie: malysz.pl

Małysz w Mini All4 Racing spisał się bardzo dobrze. Na ostatnim odcinku specjalnym zajął 11. pozycję, ale w klasyfikacji generalnej zaliczył kolejny awans, kończąc rywalizację na 8. miejscu. W imprezie okazał się lepszy między innymi od słynnego Carlosa Sainza oraz debiutującego w rajdach terenowych dziewięciokrotnego mistrza świata WRC, Sebastiena Loeba.

Zwycięzcą Rallye OiLibya du Maroc został al-Attiyah, który na jedną rundę przed końcem sezonu zapewnił sobie wygraną w Pucharze Świata w rajdach cross country. Kolejną okazją do zobaczenia Małysza w akcji będzie impreza Verva Street Racing, która odbędzie się 24 października na Stadionie Narodowym w Warszawie.

zdjęcie: Team Lotto

Jak poszło ekipie Lotto Team? Robin Szustkowski i Jarek Kazberuk ostatni etap Rajdu Maroka na ostatnim etapie walczyli o... przetrwanie. Nie bez kłopotów, ale świętują właśnie awans na 5. pozycję w Pucharze Świata FIA w grupie samochodów seryjnych (T2). Całą noc z czwartku na piątek serwis teamu Lotto próbował reanimować silnik Forda. Zrobili wszystko co mogli w tak krótkim czasie i w warunkach rajdowego biwaku. Motor nadal jednak przepuszczał drobinki pyłu, które dostawały się do środka i przycierały mechanizm. – Samochód miał około 20 procent swojej normalnej mocy. Każde najmniejsze wzniesienie było nie lada wyzwaniem, więc w pewnym momencie byliśmy zmuszeni zjechać z odcinka specjalnego. Zaliczyliśmy wszystkie punkty i stawiliśmy się na mecie. Nie pamiętam żebym w przeszłości stoczył taką walkę na… dojazdówkach. Trzeba jednak podziękować temu silnikowi, bo wiele z nami przeszedł w tym sezonie i najwyraźniej to był jego czas – relacjonował Jarek Kazberuk.

Polecane wideo

Komentarze
Ocena: 5 / 5
Polecane dla Ciebie