Reklama

Test Suzuki GSX-R1000

poniedziałek 16.10.2017
Test Suzuki GSX-R1000 Fot. Łukasz Kuźmiuk

Suzuki GSX-R1000 to kultowy już model, mający całą rzeszę swoich wielbicieli. Nic w tym dziwnego - sportowy "litr" od Japończyków  to synonim ekstremalnych doznań i fantastycznej radości z jazdy. Nowe wcielenie "gixera" przejęło zalety swoich poprzedników, ale pod pewnymi względami zaskakuje.

 

Stylistyka nowego Suzuki GSX-R1000 budzi mieszane uczucia wśród motocyklistów, jednak mi osobiście design "gixera" przypadł do gustu. W niebieskim malowaniu i z gustownymi naklejkami sportowe Suzuki prezentuje się bardzo rasowo, a linia karoserii jest typowa dla ścigaczy. Charakterystycznym elementem tego modelu jest przedni reflektor w kształcie jajka, po którego bokach umieszczono wloty powietrza do układu SRAD. Ciekawostka - przednie kierunkowskazy świecą nieustannie, podobnie jak w samochodach amerykańskich. Szkoda tylko, że Japończycy nie zdecydowali się na umieszczenie "kierunków" w składanych lusterkach, zamiast na stałe po bokach maszyny. Większość nowych nabywców od razu zdecyduje się na usunięcie fabrycznego tłumika, który przeraża swoją wielkością. To efekt wprowadzenia normy spalin Euro4 dla motocykli.

 

 

Pozycja za kierownicą jest typowa dla sportowych maszyn - manetki są umieszczone bardzo nisko, plecy motocyklisty są mocno pochylone, a stopy trzeba umieszczać na bardzo wysoko umieszczonych podnóżkach. O dziwo, podczas codziennej jazdy i 150-kilometrowych wycieczek nie bolały mnie ani plecy, ani kolana, a jedyny ból odczuwałem na szyi, ponieważ musiałem wysoko zadzierać głowę, a nie jestem do tego przyzwyczajony. Przed wąską kierownicą umieszczono duży, czytelny wyświetlacz elektroniczny, z którego wyczytamy wszystkie interesujące nas informacje. Kanapa oferuje bardzo dużo miejsca do przesuwania tyłka, dzięki temu nawet wysocy kierowcy mogą schować się za owiewką.

 

Fot. Łukasz Kuźmiuk

 

Dużym zaskoczeniem jest "kompaktowość" tego motocykla - siedząc na jednośladzie ma się wrażenie obcowania z 600-tką, a nie "litrem". GSX-R1000 jest stosunkowo wąski, ale jednocześnie zapewnia świetne warunki do sczepienia się kierowcy z pojazdem, a do tego niesamowicie zwinny i lekki. "Gixer" waży 202 kg, ale można odnieść wrażenie, że w rzeczywistości jest jeszcze lżejszy i nawet podczas manewrów parkingowych nie czuje się tylu kilogramów. Samo prowadzenie sportowego Suzuki to poezja. Japoński ścigacz jest niesamowicie precyzyjny, skręca tak, jakby był podłączony bezpośrednio do mózgu kierowcy, a sama stabilność i pewność prowadzenia po prostu omamia. Nieważne jakie są warunki na drodze, w każdej sytuacji Suzuki GSX-R nie wykazuje żadnej nerwowości podwozia po prostu robiąc swoje. Coś fantastycznego! Oczywiście przednie i tylne zawieszenie jest regulowane, ale nie musiałem robić żadnych korekt. Pomimo ze  "Suzi"jest motocyklem sportowym z górnej półki, nastawionym przede wszystkim na ekstremalnie szybką jazdę, to pozwala na użytkowanie go na co dzień. Zawieszenie niesamowicie szybko, skutecznie i precyzyjnie reaguje na nierówności, ale jednocześnie oferuje spory poziom komfortu, dzięki czemu nie trzeba wykupywać comiesięcznego abonamentu u kręgarza. To jest po prostu niewiarygodne, co potrafili zrobić japońscy inżynierowie - połączyli ogień i wodę! Również do układu hamulcowego nie mam absolutnie żadnych zastrzeżeń - to najlepszy układ hamulcowy z jakim miałem do czynienia w całym swoim życiu. Klamką hamulca można sterować na milimetry, a dozowanie siły hamowania jest wprost niepojęte. To zasługa m.in. firmy Brembo, która dostarczyła podzespoły.

 

Fot. Łukasz Kuźmiuk

 

Na koniec zostawiłem jeszcze jednej olbrzymi plus Suzuki GSX-R1000 - układ napędowy. Nigdy w życiu nie wyobrażałem sobie, że kiedyś przyjdzie mi usiąść na rakiecie, ale gdy w moje ręce wpadł "gixer" ten moment nadszedł. 202 KM i 118 Nm wyciśnięte z wolnossącego silnika R4 o pojemności równego litra, połączone z masą motocykla na poziomie 202 kg, dają ekstremalne doznania. O ile w niższych partiach obrotów jest stosunkowo spokojnie, o tyle po przekroczeniu pewnej granicy rozpętuje się piekło. GSX-R1000 ma tyle energii, że 200 km/h pojawia się na liczniku od niechcenia i nie wiadomo kiedy. Jazda z prędkością 170-180 km/h nie jest niczym szczególnym, a jednocześnie Suzuki budzi zaufanie swoim bezbłędnym prowadzeniem. Do tego ta 6-biegowa manualna skrzynia biegów - idealnie precyzyjna, z bardzo krótkim skokiem dźwigni i lekko pracującym sprzęgłem. Jako całość układ napędowy zasługuje na uznanie i gromkie brawa. Warto dodać, że kierowca ma do wyboru kilka map silnika, a także 10 skonfigurowanych ustawień, regulujących m.in. czułość kontroli trakcji oraz kontroli wheelie.

 

Fot. Łukasz Kuźmiuk

 

Suzuki GSX-R1000 to ekstremalna maszyna do jazdy sportowej, którą można używać na co dzień, o ile zaakceptuje się typowo torową pozycję za kierownicą. Niesamowite prowadzenie, potężny silnik i fantastyczne hamulce to recepta na olbrzymią frajdę z jazdy. Japończycy nie stoją w miejscu, dlatego dorzucili do motocykla trochę elektroniki, ale na szczęście nie jest jej za wiele i bardzo rzadko odczuwa się jej ingerencję. Nowy GSX-R1000 to bardzo dopracowany i całkiem komfortowy superbike, którego po prostu chce się mieć we własnym garażu.

 

Suzuki GSX-R1000
SILNIK  1000 cm³ benzynowy, R4
MOC  202 KM (przy 13 200 obr./min)
MOMENT  118 Nm (przy 10 800 obr./min)
SKRZYNIA  Manualna, 6-biegowa
WYMIARY (dł./szer./wys. siedziska)  2075/705/825 mm
ROZSTAW OSI  1420 mm
MASA  202 kg
POJEMNOŚĆ ZBIORNIKA PALIWA  16 l
0-100 km/h  b.d.
PRĘDKOŚĆ MAX  b.d.
CENA MINIMALNA  68 500 zł

Łukasz Kuźmiuk

Zobacz całą galerię

Test Suzuki GSX-R1000

Fot. Łukasz Kuźmiuk następne

1/12

Reklama

Polecane wideo

Podobne artykuły

Polecamy

Komentarze

Dodaj komentarz
Reklama

Najnowsze

Musisz przeczytać

Reklama