Reklama

Bentley Bentayga Diesel. Brzydki? Sam jesteś brzydki...

sobota 31.12.2016
Bentley Bentayga Diesel. Brzydki? Sam jesteś brzydki... zdjęcie: Bentley

To była przejażdżka roku 2016!

Na sam koniec starego roku (i początek nowego) zostawiłem mini test samochodu kontrowersyjnego, ale megawygodnego. Bo Bentley Bentayga to model, który wzbudzał wiele głosów sprzeciwu. Pisano, że ten samochód jest brzydki, że Bentley postradał zmysły, że kto to kupi... Myślę, że szefowie Bentleya mają lepsze rozeznanie wśród majętnych (a potencjalnych) właścicieli takich aut. Na początek do sprzedaży trafiła benzynowa Bentayga z 600-konnym silnikiem W12. To pierwszy bodaj SUV, który przekracza maksymalnie barierę 300 km/h. Brzydki? Sprzedano już ich ponad 5,5 tysiąca, podwyższając ogólne sprzedażowe słupki o 10 procent. Plan został wykonany, ale Bentley chce więcej. Właśnie dlatego od wiosny po ulicach zaczną jeździć odmiany wysokoprężne. Diesel z takim aucie to opluwanie pomników na piedestałach? Jesteście w błędzie. Tego chcą klienci.

zdjęcie: Bentley

Na Rosję, Europę i świat "napędu"

Do kogo ma przemówić i kogo przekonać silnik wysokoprężny? Oczywiście mieszkańców tych krajów, gdzie olej napędowy jest popularny. Nie chodzi tym razem o oszczędzanie, ale raczej o... wygodę. "Wyobraźcie sobie, że tankujecie samochód w Wielkiej Brytanii i że bez kolejnych wizyt na stacjach dojeżdżacie na narty w Szwajcarii" – przekonują szefowie firmy z fabryką w brytyjskiej miejscowości Crewe (czytaj "kru"). Olej napędowy jest popularny w Europie, a także – patrząc nieco dalej na wschód – w Rosji. Wysokoprężna Bentayga może tam konkurować nie tylko niższym zużyciem paliwa i potencjalnymi oszczędnościami, ale też pewną odpornością na jakość tego, co wlewamy do zbiornika paliwa. W USA, Emiratach czy Chinach numerem jeden na pewno będzie Bentayga benzynowa. Diesel raczej tam nie trafi.

zdjęcie: Bentley

O ile sylwetka nie musi każdemu pasować (choć moim zdaniem daleko temu samochodowi do słowa brzydki, niemodny, dziwaczny), o tyle wnętrze przedstawia się całkiem fajnie. Jest bez wątpienia luksusowe, dopieszczone w pięknych kolorach. Mój marokański kolega, z którym testowałem Bentaygę w Hiszpanii, narzekał jednak na kształt deski rozdzielczej i jej centralną część. Nie podobała mu się, co jest dla mnie kolejnym dowodem, że o gustach się nie dyskutuje. Ja się w Bentaydze czułem dobrze, on – z całkiem innej strefy kulturowej – rzucał mięsem. Ciekawe doświadczenie.
Wracając do wykończenia. Bentley moim zdaniem poprawił materiały. Kilka lat temu jeździłem limuzyną Flying Spur, która w tamtej wersji miała kilka detali – delikatnie pisząc – dalekich od ideału luksusu. Kolejna przejażdżka i test Continentala V-8 ocieplił wizerunek firmy z Crewe, a teraz – gdy zjechałem górskie serpentyny i autostrady dookoła Marbelli – przyznaję, że jest więcej dobrze. Podoba mi się drewno (nowy fornir testowano przez 5 lat!) i miękka skóra. Podoba mi się również wykończenie linii Mulliner. Nawet bardzo podoba... 

Jak to jeździ?

Jak SUV, czyli wygodnie. Na pewno w tym Bentleyu jest cicho i naprawdę przestronnie, ale bagażnik nie jest wielki (430 l). Wejdzie tam jednak piękny "kabinet" – złożony z trzech części pojemnik-skrzynia z lodówką na szampana, miejscem na kieliszki i podobne piknikowe gadżety. Albo sprzęt wędkarski, bo i takie coś miała w ofercie Bentayga benzynowa. Wygląda ładnie, kosztuje słono – ideał dla bogatych.
Czy zacznę narzekać na osiągi? Absolutnie. Bo tu nie ma jak i na co narzekać – 3 sprężarki (jedna elektryczna) nadają Bentleyowi niezłego animuszu. Do setki w 4,8 s, a maksymalnie 270 km/h. Nieźle, bo to przecież maszyna ważąca 2400 kg. Bałem się jeździć Bentleyem po kamieniach, żeby niczego nie zadrapać lub zabrudzić (bo wszystko – od pięknych obręczy po naprawdę sexy kierownicę Mullinera – kosztuje tu w tysiącach funtów). Bentayga jeździ jednak gładko i cicho, co na pewno spodoba się przyszłym właścicielom. A że ja do nich nie należę (wiecie, status majątkowy nie ten...), to już inna sprawa.  
Czy jeździłbym Bentaygą? Tak. Wcale nie uważam, że ten samochód jest brzydki. Owszem, nie każdemu się spodoba i mam tego świadomość. Dlatego kiedyś będzie naprawdę rozchwytywanym klasykiem, zobaczycie. 



PS. Zużycie paliwa? Przy spokojnej jeździe, takiej 90-110 km/h, udało mi się zejść do 6 litrów. Przy ostrzejszym dodawaniu gazu (a uwierzcie, że dwie setki na liczniku robi się, o, tak!) – 11-13 litrów. Gdyby ktoś chciał oszczędzać, jest taka możliwość. Ale w przypadku Bentleya nie o oszczędność chodzi. Napisałem "wygoda"? Tak, bo w Bentaydze to właśnie ona jest najważniejsza. 

Rafał Jemielita

Redaktor Naczelny

Zobacz całą galerię

Bentley Bentayga z... dieslem pod maską

zdjęcie: Bentley następne

1/13

Reklama

Polecane wideo

Podobne artykuły

Polecamy

Komentarze

Dodaj komentarz
Reklama

Najnowsze

Musisz przeczytać

Reklama