Reklama

Błękitny grom. Test 5-drzwiowego Mini Coopera S

niedziela 11.09.2016
Błękitny grom. Test 5-drzwiowego Mini Coopera S Fot: Andrzej Chojnowski/MMP

Pięciodrzwiowe Mini Cooper S - idealny samochód do miasta?

Mini ma problem - a ja mam problem z Mini. Kilkanaście lat temu, kiedy marka zadebiutowała na rynku, wszystko było jasne. Jeden rodzaj nadwozia, ta sama stylistyka i może nie będzie bardzo praktycznie, ale za to będzie wesoło. Potem pojawiły się nowe wersje - w tym takie twory jak Clubman czy Paceman - i zaczęło się robić coraz dziwniej. Dzisiaj rodzina Mini dzieli się na lepszych i gorszych. Pięciodrzwiowy Cooper S jest z tej "piękniejszej" części. Ma stylistykę nadwozia bezpośrednio nawiązującą do klasycznego trzydrzwiowego Mini, które pokochał chyba każdy. Może nie jest to już tak zgrabne "ciało", ale hej - przecież nawet supermodelki kiedyś zostają matkami i nabierają krągłości...

 

Wygląd Mini Cooper S w wersji pięciodrzwiowej
Auto które dostałem do testów miało przepiękny kolor lakieru - Electric Blue, błękitny metalik. To ten kolor o którym wiesz po sekundzie, że pasuje do tego samochodu wręcz idealnie. Berlingo w tym kolorze (i w takim malowaniu - białe pasy na masce!) oznaczałoby że prawdopodobnie wieczorami siedzisz przed kompem, oglądasz filmiki z puszystymi koteczkami i śmiejesz się diabolicznie. Innymi słowy - że jesteś niespełna rozumu. BMW 5 z takim lakierem to byłby wręcz sygnał ostrzegawczy że dotknął cię kryzys wieku średniego tak zaawansowany że wymagasz pilnej terapii w postaci szokowych dawek Phila Collinsa. Tymczasem tutaj mamy lakier w kolorze "primadonna" - i luz. Mini wolno więcej niż innym. Do tego dwa szerokie białe pasy biegnące przez maskę i biały dach. Spróbuj tego samego w Hyundaiu i20... No i szeroki zderzak z przodu, charakterystyczny wlot powietrza na masce, fantastyczne "promieniste" felgi i i umieszczone centralnie dwie końcówki wydechu. Mini wie jak zadbać o uwagę otoczenia.

 

Wnętrze Mini Cooper S
Wsiadasz - i jest trochę jak w starym myśliwcu. Nie chodzi o to że śmierdzi smarem, silnik kopci do kabiny, a kierowanie to mini-zawody w siłowaniu na rękę. Zupełnie nie to. Po prostu, wsiadasz, zapadasz się w nisko zamontowany fotel, który oferuje znakomite trzymanie i nagle to co widzisz to okrągłe zegary przed sobą, wysoko poprowadzona linia deski rozdzielczej i wąska, zaciskająca się wokół ciebie szyba przednia. Powiedzmy to tak, żeby zostało dobrze zrozumiane. Pozycja za kierownicą Mini jest epicka. Genialna. Jest tak dobra mimo że siedzisz na wysokości śrub mocujących koła w niektórych SUV-ach, mimo że logika podpowiada ci że wolałbyś widzieć więcej niż mniej. Nic to - tak jak jest, jest dobrze i koniec. 10/10. Sztos.

 

Kiedy już skończysz ekscytować się tym jak ci jest dobrze na fotelu kierowcy, oglądasz się za siebie żeby sprawdzić jak wygląda sytuacja z tyłu. A tam - jest dobrze! W Mini jest miejsce nie tylko dla kierowcy, ale też dla pasażerów na tylnych siedzeniach. Jeśli twoje wpływy z programu 500+ nie przekraczają najniższej krajowej pensji, innymi słowy - jeśli masz dwójkę dzieci, będzie im znakomicie na tylnych siedzeniach. Jako limuzyna do firmy Mini nie nadaje się zupełnie. Ale w roli rozrywkowego samochodu rodzinnego w którym to przyjemność pana domu stoi na pierwszym miejscu, pięciodrzwiowa "eska" sprawdzi się znakomicie. Dobrej jakości skóra, otwierany dach, fajne metalowe detale, przycisk start-stop w postaci dopracowanej stylistycznie dźwigienki którą równie dobrze mógłbyś wysyłać rakiety na Moskwę - detale grają tu ogromną rolę.

 

Jazda
A więc powiedzmy że już skończyłeś się napawać tym jak fajnie się siedzi za kierownicą Mini, przestałeś też jak zboczuch dotykać pulsujący na czerwono przełącznik start-stop. Powiedzmy że jakimś cudem udało ci się opanować tę przyjemną ekscytację która objęła twoje ciało - silnik już chodzi, wrzucasz bieg... A nie, nie wrzucasz - w Mini masz automat. No więc przestawiasz na Drive i ruszasz. I robi się ciekawie. Mini to jest dobra dusza. Gdyby było człowiekiem, na pewno byłoby typem hipsterskiego lewicowca, ale takiego który kocha naszą planetę, popiera odnawialne źródła energii i walczy o lodowce w Arktyce. Innymi słowy - Mini ma zboczenie na punkcie eko-jazdy. Z jednej strony pod maską jest 2.0 Twin Power Turbo i prawie 200 koni mocy, co w przypadku tego samochodu brzmi jak przepis na dobrą zabawę - ale jeśli się zagapisz to komputer pozmienia biegi za ciebie, dla twojego dobra oczywiście! Tak, byś uzyskał spalanie na poziomie Niemca, który trzyma auto pod kocem i jeździ nim tylko do kościoła w niedzielę. Czyli w sumie bez sensu. Dlatego Mini trzeba pilnować. Jeśli chcesz sportowych emocji za kierownicą, ten samochód będzie ci mógł naprawdę dużo zaoferować. Auto trzyma się drogi fantastycznie, co zresztą jest zrozumiałe jeśli się siedzi tyłkiem na poziomie asfaltu. Do tego prowadzi się bardzo pewnie co jest zasługą zawieszenia. Odczułem obecność minimalnej turbodziury ale to trochę tak jakby odkryć że twoja ukochana kobieta przypala jajecznicę. Kochasz ją mimo to, prawda? Zwłaszcza że kiedy załączy się turbo Mini idzie do przodu jak torpeda. Albo jak myśliwiec.

 

Podsumowanie
Podsumowania zawsze są najgorsze. Trzeba wyłożyć swoją opinię w kilku prostych zdaniach. W tym wypadku za podsumowanie niech posłuży następująca scenka. Podjeżdżam pod firmę, wysiadam z Mini, a znajoma wita mnie tymi słowami. "A więc to ty jeździsz tym Mini!". No właśnie. Tak jest z Mini Cooperem S. Chcesz być niewidoczny - kup Kia Picanto.

 

MINI Cooper S 5-drzwiowy
SILNIK  2,oL Twin Power Turbo, 4-cylindrowy
MOC  192 KM
MOMENT  280 Nm
SKRZYNIA  Automatyczna
WYMIARY (dł./szer./wys.)  4005/1727/1425
ŚREDNIE SPALANIE  5,4 l/100 km
POJEMNOŚĆ BAGAŻNIKA  278 litrów
0-100 km/h  6,8 s
PRĘDKOŚĆ MAX  230 km/h
CENA MINIMALNA  108200 zł
CENA TESTOWANEGO MODELU  133725 zł

 

 

 

Andrzej Chojnowski

Zobacz całą galerię

Test Mini Cooper S w wersji pięciodrzwiowej

Fot: Andrzej Chojnowski/MMP następne

1/12

Reklama

Polecane wideo

Podobne artykuły

Polecamy

Komentarze

Dodaj komentarz
Reklama

Najnowsze

Musisz przeczytać

Reklama