Reklama

Ducati Monster 1200 R: prawdziwy potwór!

czwartek 08.09.2016
Ducati Monster 1200 R: prawdziwy potwór! Ducati Monster 1200 R/fot. Łukasz Kuźmiuk

Gdy raz się nim przejedziesz, nigdy nie będziesz chciał z niego zejść

To nie będzie obiektywny tekst. Jak może taki być, skoro w moje ręce trafił motocykl jednej z ukochanych przeze mnie marek? Uwielbiam Harleya-Davidsona za jego styl i dźwięk, a podobnie jest w przypadku Ducati. Moje zafascynowanie włoskimi motocyklami zaczęło się w momencie obejrzenia słynnej sceny na autostradzie w filmie „Matrix: Reaktywacja”. Trinity w lateksowym stroju z pewnością nie była mi obojętna, ale gdy dosiadła Ducati 996 i odpaliła jego silnik, natychmiast została usunięta w cień. Właśnie w tamtej chwili uświadomiłem sobie, że jednoślady z Bolonii na dobre zagoszczą w moim sercu. Ten stan rzeczy utrzymał się do dziś, więc sorry, ale bycie bezstronnym w przypadku Monstera 1200 R jest dla mnie po prostu niemożliwe.

 

 

Tuż przed odebraniem motocykla byłem podekscytowany jak nastolatek, który właśnie ma otrzymać lek na uciążliwy trądzik. Odbiorę Ducati! I to jeszcze Monstera w najbardziej hardcorowej wersji 1200 R! Kiedy wreszcie „Dukat” pojawił się na parkingu moje oczy zaczęły błądzić po obłędnych kształtach i wysmakowanych detalach, a mózg zaczął wspominać włoskie słowa, które kiedykolwiek w życiu usłyszałem. Fantastico! Bello! Ten design i układ wydechowy, ta rama, te felgi! Mamma mia! Każdy element tej maszyny można by postawić w galerii sztuki, a i tak większość odwiedzających byłaby wniebowzięta. Michał Anioł tworząc motocykl stworzyłby identyczny projekt. Uwierzcie mi, na co dzień nie potrafię się zachwycać słynnymi obrazami lub rzeźbami, ale Ducati Monster 1200 R magicznym palcem tknął mój pierwiastek konesera piękna martwej natury. A to jest wielka sztuka.

 

Ducati Monster 1200 R/fot. Łukasz Kuźmiuk

 

Po opanowaniu zachwytu nad pięknem Monstera 1200 R wsiadłem na maszynę, a tu czekało mnie kolejne zaskoczenie. Wszyscy znamy stereotypy dotyczące Włochów. Mając je w głowie oczekiwałem pozycji za kierownicą w stylu dzwonnika z Notre Dame lub mistrza jogi, jednak daleko minąłem się z rzeczywistością. Piękne Ducati wymusza na jeźdźcu zajęcie idealnej dla mnie pozycji – plecy są lekko pochylone do przodu, ale nadgarstki nie są przesadnie obciążone, kąt ugięcia kolan nie powoduje bólu, a kanapa jest bardzo wygodna, także dla pasażerki. Jedyne drobne mankamenty to zbyt mały zakres regulacji lusterek oraz za mało miejsca na stopy na podnóżkach. W pozostałych kwestiach nie miałem się do czego przyczepić. Nawet wielkość motocykla moim zdaniem jest idealna – jednoślad zdecydowanie nie jest mały, ale też nie należy do drogowych olbrzymów. Ducati z Monsterem 1200 R trafiło dokładnie w moje potrzeby.

 

Sprawdź też: Ducati zaprezentowało 1299 Panigale S Anniversario

 

Uwagę zwraca duży i bardzo czytelny wyświetlacz na którym można odczytać m.in. prędkość, obroty silnika, zapięty bieg. Ponadto ekran służy także jako przepustka do gmerania w zaawansowanych ustawieniach motocykla. Można zmienić mapy silnika (są trzy konfiguracje: Sport, Touring, Urban), które gwarantują różną moc jednostki napędowej, a co więcej, do każdej mapy można przypisać inne ustawienia czułości ABS-u i ESP (albo całkowicie wyłączyć „aniołów stróżów”). To nie jedyne bajery jakie oferuje komputer pokładowy. Możecie także przesunąć ogranicznik obrotów, zmienić układ wyświetlanych informacji i wiele, wiele więcej.

 

Ducati Monster 1200 R/fot. Łukasz Kuźmiuk

 

Koniec pisania o bzdetach, czas przejść do najważniejszej części. Jak jeździ Ducati Monster 1200 R? Jak marzenie! Silnik w układzie L2 o pojemności 1198 cm³ generuje aż 160 KM i 131 Nm, co przy masie masie motocykla na poziomie 180 kg gwarantuje ekstremalne doznania. Można odnieść wrażenie, że w cylindrach nie wybucha benzyna, a kilogramy dynamitu! Już przy 3500 obr./min dostępne jest 75% maksymalnego momentu obrotowego, a to sprawia, że Ducati nieustannie dysponuje potęgą, którą trzeba umieć wykorzystać. Monster 1200 R przyspiesza jak wściekły, sprawiając że cały olej jaki był w głowie motocyklisty ucieka uszami, a w jego miejsce wkrada się szaleństwo i żądza adrenaliny. Chcesz zrobić wheelie? Bułka z masłem. Co więcej, trzeba się mocno pilnować, by przednie koło nie pozostawało non stop w górze. Gdy już nauczysz się przyspieszać maksymalnie efektywnie, dowiesz się, co znaczy być katapultowanym. Na szczęście za jednostką napędową nadąża wyśmienita skrzynia biegów. Jest fenomenalna mięsistość i precyzja działania nie dają żadnych powodów do zastrzeżeń. No i ten dźwięk – piękny, głęboki, niemal niemożliwy do opisania. Każde przekręcenie manetki uwalnia z tłumików prawdziwą arię obłędnego ryku, który niemal rozrywa bębenki w uszach, przy okazji budząc sąsiadów i ogłaszając światu, że bestia właśnie rusza na łowy.

 

Ducati Monster 1200 R/fot. Łukasz Kuźmiuk

 

Warto co nieco wspomnieć o podwoziu motocykla. W topowej wersji Monstera, czyli właśnie 1200 R, zastosowano w pełni regulowane zawieszenie renomowanej marki Ohlins i amortyzator skrętu. Jak ten zestaw sprawdza się podczas jazdy? Szczerze przyznam, że nie miałem możliwości w pełni wykorzystać potencjał amortyzatorów i sprężyn, gdyż w trakcie tych kilku dni testu albo było zimno, albo padało, a w tych warunkach seryjnie montowane prawie slicki Pirelli Diablo Supercorsa SP nie zapewniały wystarczającej przyczepności (najlepiej zachowują się dogrzane; podczas deszczu przypominają łyżwy na lodzie). Pomimo tego moje odczucia z prowadzenia były fantastyczne. Podwozie Ducati Monstera 1200 R zapewnia świetną mięsistość i fantastyczną stabilność w każdych warunkach, nie łamiąc przy okazji kręgosłupa motocyklisty. Czy to jazda na wprost, czy długi łuk przejechany z bardzo dużą prędkością, to bez różnicy – włoski potwór zawsze jest stabilny, a poznałem przecież nie poznałem pełni możliwości tego jednoślada. Świetnym dodatkiem jest amortyzator skrętu z regulacją oporu – po mieście „Dukat” może być mega zwinny, a wystarczy przekręcić kilka razy pokrętło i „erka” przekształca się w moto do bardzo szybkiej i pewnej jazdy po winklach. O skuteczne wytracanie prędkości dba bardzo wydajny układ hamulcowy Brembo zintegrowany z 3-stopniowym ABS-em i 8-stopniową kontrolą trakcji. Przy takich możliwościach konfiguracji i skuteczności hebli raczej nikt nie powinien narzekać.

 

Ducati Monster 1200 R/fot. Łukasz Kuźmiuk

 

Czas na podsumowanie. Powiem szczerze, że Ducati Monster 1200 R w iście wystrzałowy sposób wdarło się na pierwsze miejsce moich ulubionych motocykli. Nadwozie typu naked, fantastyczne prowadzenie, silnik o mocy tony dynamitu, przepiękny wygląd, skuteczne hamulce, wspaniały dźwięk – czego chcieć więcej? Monster 1200 R jest urzeczywistnieniem mojego wyobrażenia o idealnym motocyklu i jestem tu absolutnie szczery. W tym motocyklu przeszkadzają mi jedynie lusterka regulowane w zbyt małym zakresie oraz nieco za mała ilość miejsca na stopy. Reszta jest perfekcyjna! Niestety doskonałość ma swoją cenę. Szalony i uzależniający „Dukat” kosztuje aż 85 900 zł. To dużo, ale nie zapominajmy, że włoska marka należy do segmentu premium, a już samo to winduje kwotę zakupu. Trzeba jednak przyznać, że za ponad 80 tys. zł kupuje się nie tylko zaawansowaną technologicznie maszynę, ale także fabrykę adrenaliny i ekstremalnych doznań. Pieniądze szczęścia nie dają? Może i nie, ale można je wymienić na Ducati Monstera 1200 R, a dzięki tej bestii uśmiech nigdy nie schodzi z twarzy bikera.

 

Ducati Monster 1200 R
SILNIK  1198 cm³ benzynowy, L2
MOC  160 KM
MOMENT  131 Nm
SKRZYNIA  Manualna, 6-biegowa
ŚR. SPALANIE DEKLAROWANE  5,4 l/100km
ŚR. SPALANIE OSIĄGNIĘTE  b.d.
WYMIARY (dł./szer./wys. siedziska)  b.d./b.d./830 mm
MASA  180 kg
POJEMNOŚĆ BAGAŻNIKA  -
0-100 km/h  b.d.
PRĘDKOŚĆ MAX  b.d.
CENA MINIMALNA  85 900 zł
CENA TESTOWANEGO MODELU  85 900 zł

Łukasz Kuźmiuk

Zobacz całą galerię

Ducati Monster 1200 R: prawdziwy potwór!

Ducati Monster 1200 R/fot. Łukasz K... następne

1/12

Reklama

Polecane wideo

Podobne artykuły

Polecamy

Komentarze

Dodaj komentarz
Reklama

Najnowsze

Musisz przeczytać

Reklama