Reklama

BMW M2: pierwsza jazda

wtorek 28.06.2016
BMW M2: pierwsza jazda BMW M2 International Media Event/fot. BMW

Moja lista samochodów marzeń właśnie wzbogaciła się o kolejną pozycję

Miałem wybór - iść na imprezę "Samochód Roku Playboya" lub wziąć udział w pierwszych jazdach nowym BMW M2. Wybrałem drugą opcję. I wcale nie żałuję.

 

Kiedy mój przełożony znienacka spytał mnie czy chcę się wybrać na pierwsze jazdy BMW M2, to najpierw pomyślałem, że się przesłyszałem, a później odpowiedziałem: "Jeszcze pytasz?! No jasne!". No może nie do końca były to te słowa, bo z radości wymsknęło mi się kilka przekleństw, ale sens pozostał ten sam. Miałem się przejechać autem, które jest jednym z najlepszych synonimów radości z jazdy, i za którego kierownicę chciałem wsiąść już od momentu ujrzenia samochodu na zdjęciach prasowych. Kiedy nastąpił czas wyjazdu radowałem się przez łzy. Z jednej strony musiałem zostawić króliczki Playboya, natomiast z drugiej szedłem na spotkanie wymarzonemu pojazdowi. W końcu jednak wylądowałem na Węgrzech, na torze Hungaroring. Torze Formuły 1.

 

 

Na torze zameldowałem się trochę po godzinie ósmej rano. Termometr wskazywał powyżej 25°C, w moim brzuchu nie było śniadania (zaspałem), a pod budynkiem, w którym miała odbyć się konferencja, stało kilka sztuk BMW M2. W węgierskim słońcu niemieckie coupe prezentowało się obłędnie. Piękny front z dużymi wlotami powietrza, cudowny profil, ładny tyłek i fantastyczne alufelgi - czego chcieć więcej? Nawet wymiary nadwozia mi odpowiadały - uwielbiam małe (ale nie za małe) samochody, a M2 idealnie wstrzeliło się w moje upodobania. Już wtedy poczułem, że dwudrzwiowe BMW jest dla mnie stworzone.

 

BMW M2 International Media Event/fot. BMW

 

Następnie był czas na konferencję dotyczącą M2. Padło sporo szczegółowych technicznych informacji, nie mogło również zabraknąć podania czasu okrążenia na torze Nurburgring (7 min 58 s, serio to kogoś interesuje?), ogółem nudy. Później musiałem się skupić na procedurach na torze - to warto było znać, szczególnie dlatego, że wysoko oceniałem swoje szanse na znalezienie się na barierkach bezpieczeństwa. Po skończonej paplaninie w końcu nadszedł upragniony moment. Mieliśmy wsiąść za kierownice BMW M2.

 

Sprawdź też: BMW X6: bezsensowny szpaner wielkiego kalibru [TEST]

 

Na pierwszy ogień próby sportowe - kilka przejazdów po wyznaczonych odcinkach z poustawianymi pachołkami. Przed ruszeniem do walki mój umysł zaczął tworzyć najgłupsze czarne wizje, więc z drżącymi rękoma usiadłem za kierownicą niemieckiego coupe. Pierwszy przejazd na spokojnie, by zaznajomić się z torem, kolejne szybciej, by poznać punkty hamowania i wejścia w zakręty. W końcu właściwy przejazd, z którego zliczony czas przejazdu miał wziąć udział w konkursie na najszybszego dziennikarza w tym dniu.

 

BMW M2 International Media Event/fot. BMW

 

Sygnał startu i jazda! Pedał w podłogę! Jak to wyrywa do przodu! 370 KM i 465 Nm (z overboostem nawet 500 Nm) wyciśnięte z podwójnie turbodoładowanego 3-litrowego silnika benzynowego R6 dosłownie katapultuje małe BMW. Prawa łopatka do siebie, superszybka, dwusprzęgłowa skrzynia automatyczna wbija dwójkę, rozgrzane tylne opony Michelin Sport Cup 2 piszczą, ale dzielnie przenoszą dużą moc na gorący asfalt. Prawa łopatka do siebie, trójka już na miejscu. Nie dziwne, że w takiej konfiguracji "beemka" robi "setkę w zaledwie 4,3 s! Dohamowanie do prawego zakrętu, klocki wręcz wgryzają się w olbrzymie tarcze hamulcowe, a ja na moment zawisam na pasach. Prędkość znacznie przekraczająca próg zdrowego rozsądku, a M2 w winklu jedzie jak przyklejone. Jezu, jak to trzyma! Czuję jak moje ciało koniecznie chce przekroczyć próg drzwi, ale sportowy fotel świetnie trzyma mnie po bokach. Reakcja na gaz jest zniewalająca, każdy milimetr ruchu prawej stopy przekłada się na odciążenie lub dociążenie któreś z osi pojazdu. Na wyjściu z zakrętu pełen gaz - przejście z monstrualnej przyczepności do nadsterownego uślizgu jest wręcz absurdalnie płynne. Złapanie początkowej fazy poślizgu to bajka - jakbym myślami sterował wychyleniem tylnej osi. Niepotrzebnie stresowałem się ewentualnym rozbiciem, ale moje żyły zalała rzeka adrenaliny tak, że jestem jak robot skupiony na osiągnięciu jednego celu - najszybszego przejazdu. Kolejne zakręty uświadamiają mi, że z BMW M2 dogaduję się jak z najlepszym przyjacielem - bez słów doskonale wiemy co myślimy i jaki będzie następny ruch. W końcu meta!

 

BMW M2 International Media Event/fot. BMW

 

To było coś! Zachwycony mocą, zwinnością i prowadzeniem BMW M2 już czekałem na drugą próbę sportową, jednak wcześniej musieliśmy zaliczyć przejażdżkę krajobrazową. Wyskoczyliśmy na drogi szybkiego ruchu, a kolumna aut złożona z samych sportowych "beemek" musiała robić olbrzymie wrażenie. Na węgierskiej autostradzie M2 pokazało, że potrafi być komfortowe, jednak wciąż zachęcało do łobuzowania i przekraczania prędkości. Na szczęście trasa miała tylko kilkadziesiąt kilometrów długości, więc lada chwila wróciliśmy na tor. Czekał na nas odcinek numer dwa.

 

Zasady były identyczne jak przy okazji pierwszej próby. Trzy okrążenia zapoznawcze i jedno z mierzonym czasem. Ten odcinek był trudniejszy, bo prowadził z góry na dół przez co trzeba było uważasz, by nie przesadzić z prędkością na wejściu w zakręt. Tu BMW M2 znów zawładnęło moim umysłem i poczułem się na tyle pewnie, że ostatnie pachołki minąłem na centymetry w lekkim uślizgu. Inżynierowie z M GmbH muszą być szamanami, bo w tak małym pojeździ udało im się zamknąć dojrzałość prawdziwego sportowego wozu i szczeniackiej radości z jazdy. Czysta magia!

 

BMW M2 International Media Event/fot. BMW

 

Niemal na koniec eventu mieliśmy okazję zrobić po trzy pełne okrążenia toru Hungaroring, jadąc za kierowcą wyścigowym z serii DTM. Na tych trzech "kółkach" wspiąłem się na wyżyny swoich możliwości i w pewnym momencie złączyłem się w jedność z M2. To było wspaniałe uczucie, gdy maszyna i człowiek doskonale się uzupełniają, tworzą perfekcyjną dla siebie całość. Mimo jazdy na 100% swoich możliwości i nadążaniu za facetem z DTM-u nie paraliżował mnie strach, że coś pójdzie nie tak. Tor Hungaroring + BMW M2 = mój absolutny motoryzacyjny raj!

 

Na podsumowanie powinienem zrobić zlepek plusów i minusów, ale w przypadku pierwszej jazdy BMW M2 to nie ma żadnego sensu. Ten samochód w pełni zawładnął moim sercem i skradł mą duszę. Możecie wierzyć lub nie, ale gdybym miał wolne 267 tys. zł pierwszą rzeczą, którą zrobiłbym po opuszczeniu lotniska im. Fryderyka Chopina, to udałbym się do najbliższego salonu BMW, by zamówić sobie M2. Koniecznie w niebieskim kolorze Long Beach!

 

 BMW M2 Coupe
SILNIK  2979 cm³ benzynowy, biturbo
MOC  370 KM
MOMENT  465 Nm (z overboostem 500 Nm)
SKRZYNIA  Automatyczna, 7-biegowa
WYMIARY (dł./szer./wys.)  4468/1984/1414 mm
MASA  1595 kg
POJEMNOŚĆ BAGAŻNIKA  b.d.
0-100 km/h  4,3 s
PRĘDKOŚĆ MAX  250 km/h
CENA MINIMALNA  267 000 zł
CENA TESTOWANEGO MODELU  286 788 zł

Łukasz Kuźmiuk

Zobacz całą galerię

BMW M2: pierwsza jazda

BMW M2 International Media Event/fo... następne

1/36

Reklama

Polecane wideo

Podobne artykuły

Polecamy

Komentarze

Dodaj komentarz
Reklama

Najnowsze

Musisz przeczytać

Reklama