Reklama

Harley-Davidson Iron 883: wstęp do piekielnego królestwa

poniedziałek 27.06.2016
Harley-Davidson Iron 883: wstęp do piekielnego królestwa Harley-Davidson Iron 883/fot. Łukasz Kuźmiuk

Czym kusi jeden z najpopularniejszych modeli legendarnej marki?

Harley-Davidson. Dwa słowa, za którymi kryją się ponad 100-letnia historia firmy, status legendy oraz motocykle, o których śnią nawet dorośli mężczyźni. Dla mnie pojazdy z Milwaukee mają szczególne znaczenie – są obiektem marzeń od najmłodszych lat. Będąc małym chłopcem jechałem z tatą samochodem, gdy w pewnym momencie na skrzyżowaniu zatrzymał się obok nas motocyklista. Wtedy go zobaczyłem – wielki stalowy „rumak” pokryty całą masą chromu, który na ulicy wyróżniał się jak nic innego co w życiu widziałem. Jednak to dźwięk sprawił, że jednoślady z logiem H-D na baku na zawsze trafiły na moją listę marzeń. Basowe dudnienie przypominało pulsowanie serca niewyobrażalnie silnego zwierza, dobitnie uświadamiając, że gdy siądziesz na Harleyu, już nigdy nic cię nie zatrzyma. Po kilkunastu latach jedno z moich marzeń się ziściło – Harley-Davidson trafił w moje ręce.

 

 

Mój test „Harrego” Iron 883 zaczął się w niedziele o północy, co nie jest typowym początkiem. Stojąc na jednej z kabackich uliczek usłyszałem charakterystyczne dudnienie - wiedziałem, że zbliża się Harley, legenda na dwóch kołach. Tego dźwięku nie da się pomylić, tak samo jak nie da się pomylić wyglądu kałasznikowa. W porównaniu do pozostałych modeli motocykli z Milwaukee 883 Iron nie ma aż tak głębokiego pulsowania i jest po prostu cichszy, co wcale nie oznacza, że jest cichy. To nie powinno dziwić, gdyż marka Harley-Davidson jest jak piekło według Dantego – ma kilka poziomów, a każde kolejne modele w gamie są jak następne etapy zejścia do centrum diabelskiego królestwa. Coraz większe, głośniejsze i mocniejsze. A także coraz bardziej kuszące.

 

Już na pierwszy rzut oka wiedziałem, że Iron 883 będzie dla mnie za mały (mierzę 188 cm wzrostu). Ten model powstał z myślą o niższych kierowcach, kobietach, a także osobach, które dopiero zaczynają swoją przygodę z poważnymi motocyklami. Na tle swojego wyrośniętego rodzeństwa „Żelazny Harry” prezentuje się chuderlawo, jak maratończyk obok zapaśników, jednak stylistyka pojazdu dobitnie potwierdza, że to wciąż Harley-Davidson. Okrągła przednia lampa, spłaszczony zbiornik paliwa, mocno zaokrąglony tylny błotnik oraz wystający filtr powietrza, to elementy charakterystyczne dla projektów z Milwaukee. Połączenie oliwkowej zieleni z błyszczącą czernią kojarzy się z wojskowym malowaniem, a srebrne elementy należą do mniejszości. Jakość wykonania nie budzi zastrzeżeń, zaś zastosowanie pasa napędowego zamiast łańcucha jest fantastycznym rozwiązaniem - odpada konieczność systematycznego smarowania, natomiast wymiany pasa dokonuje się co kilkadziesiąt tysięcy kilometrów.

 

Harley-Davidson Iron 883/fot. Łukasz Kuźmiuk

 

Po zajęciu miejsca za kierownicą zapadłem się w małą, aczkolwiek wygodną kanapę. Pozycja jeźdźcy w modelu Iron 883 jest komfortowa – kierowca lekko pochyla się do przodu, kolana są podniesione dosyć wysoko, a podnóżki są ulokowane tak, że nie wymuszają nadmiernego ugięcia nóg. Odnośnie podnóżków – są umieszczone dokładnie tam, gdzie chce się postawić nogi na skrzyżowaniu. Przez pierwsze kilometry nie mogłem się do tego przyzwyczaić, przez co poobcierałem łydki do krwi. Siedzisko kierowcy moim zdaniem jest zbyt płytkie i śliskie, więc przy dynamicznym przyspieszaniu miałem obawy, że po prostu się wyślizgnę. Kierownica ma optymalną szerokość, a na niej znalazło się miejsce tylko na prędkościomierz z prostym komputerem pokładowym, pokazującym m.in. zapięty bieg i liczbę obrotów na minutę. Nietypowo rozwiązano kwestię kierunkowskazów – przyciski od lewego i prawego kierunkowskazu są ulokowane osobno po jednej lub drugiej stronie kierownicy, co moim zdaniem nie jest trafionym pomysłem. Ich wciśnięcie wymaga sporej siły i rzadko kiedy byłem pewien, że mi się to udało zrobić w rękawicach, ale na plus można zaliczyć automatyczny wyłącznik kierunkowskazu po skręcie. Małe lusterka są prawie bezużyteczne, ponieważ niewiele w nich widać, co wymusza nieustanne oglądanie się za siebie w trakcie jazdy.

 

Harley-Davidson Iron 883/fot. Łukasz Kuźmiuk

 

Na wolnych obrotach "Harry" wibruje i dudni z dwóch rur wydechowych. Dla fana mechanicznych dźwięków to czysta przyjemność - słuchanie wszystkich niuansów spalania benzyny ma w sobie coś uzależniającego. Po wbiciu jedynki, któremu towarzyszy surowy metaliczny dźwięk,  i puszczeniu sprzęgła Iron 883 zdecydowanie rusza do przodu. 53 KM i 71 Nm skutecznie rozpędzają ważący na sucho 247 kg motocykl. Doświadczeni motocykliści nie doznają zawału z powodu sposobu nabierania prędkości, ale początkującym wzrośnie szybkość bicia serca. Wraz ze wzrostem ilości obrotów wału korbowego kierowca odczuwa całą gamę wibracji - od niemal niewyczuwalnych do przenikających aż do kości dłoni. Wbijanie kolejnych biegów wymaga zdecydowania i odrobiny siły, jednak skrzynia biegów jest precyzyjna. Układ napędowy jest na tyle elastyczny, że ciągnie już od samego dołu, jednak motor najlepiej się czuje w środkowym przedziale obrotów. Wtedy po prostu czuć, że Harley-Davidson jest nastawiony na relaksujące dawanie przyjemności z jazdy.

 

Harley-Davidson Iron 883/fot. Łukasz Kuźmiuk

 

Po ruszeniu z miejsca duża masa jednośladu gdzieś umyka. Harley staje się całkiem zwinny i prowadzi się bardzo lekko, co przypadnie do gustu początkującym kierowcom. Ponadto zachowanie w zakrętach jest na tyle pewne, że śmiało można zabrać się za przycieranie podnóżków. Zawieszenie dobrze tłumi nierówności, jednak w przypadku większych uszkodzeń drogi dolna partia pleców może dać o sobie znać. Podczas jazdy w trasie warto pamiętać o trzymaniu się pewnego zakresu prędkości, wtedy można odczuwać "pozytywne wibracje" - należy jechać albo do około 80 km/h, albo 110-140 km/h. Pomiędzy 80 a 110 km/h silnik generuje takie wibracje, że po dłuższej jeździe niemiłosiernie bolały mnie dłonie. Brak owiewek sprawia, że komfortowo podróżuje się do około 130 km/h, powyżej tej prędkości siła wiatru zaczyna być zbyt intensywna. 

 

Harley-Davidson Iron 883/fot. Łukasz Kuźmiuk

 

Czym w takim razie kusi Iron 883? Przede wszystkim jest to prawdziwy Harley-Davidson, co czuje się na każdym kroku. Design nie pozostawia złudzeń z jaką marką mamy do czynienia, podobnie gang silnika i dźwięk wydechu, a ostatecznym dowodem są wibracje całego jednośladu (najczęściej pozytywne). Ten model nie jest tak duży jak jego bracia, ale dzięki temu większa grupa motocyklistów może dać się porwać magii jednośladów z Milwaukee. Nie jest również tak mocny, dzięki czemu jest świetną szkołą przed przesiadką na bardziej charakterne maszyny, jednocześnie pozwala na bezpieczne czerpanie radości z jazdy nawet z prędkościami autostradowymi. A gdyby naszła Was ochota na spalenie tylnego kapcia, to Harley-Davidson Iron 883 zrobi to na każde zawołanie. Do tego warto dodać łatwe i lekkie prowadzenie oraz skuteczne hamulce. Czy "Harry" sprowadził mnie na ścieżkę piekielnego pokuszenia? Tak, i to pomimo swoich niedoskonałości. Pierwszy stopień piekła za mną, czas na kolejne!

 

 Harley-Davidson Iron 883
SILNIK  883 cm³ benzynowy, V2
MOC  53 KM
MOMENT  71 Nm
SKRZYNIA  Manualna, 6-biegowa
ŚR. SPALANIE DEKLAROWANE  b.d.
ŚR. SPALANIE OSIĄGNIĘTE  4,5-5 l/100 km
WYMIARY (dł./szer./wys. siedziska)  2250/b.d./775 mm
MASA  247 kg
POJEMNOŚĆ BAGAŻNIKA  -
0-100 km/h  b.d.
PRĘDKOŚĆ MAX  b.d.
CENA MINIMALNA  41 520 zł
CENA TESTOWANEGO MODELU  42 540 zł

Łukasz Kuźmiuk

Zobacz całą galerię

Harley-Davidson Iron 883: wstęp do piekielnego królestwa

Harley-Davidson Iron 883/fot. Łukas... następne

1/13

Reklama

Polecane wideo

Podobne artykuły

Polecamy

Komentarze

Dodaj komentarz
Reklama

Najnowsze

Musisz przeczytać

Reklama