Reklama

Rekord świata pobity w Rzeszowie oficjalnie uznany przez Guiness'a

czwartek 29.06.2017
Rekord świata pobity w Rzeszowie oficjalnie uznany przez Guiness'a

20 maja bieżącego roku w Rzeszowie pobito rekord Guinnessa w jeździe na motocyklu z jednoczesnym tzw. paleniem gumy. Wyczynu tego dokonał Maciej „DOP” Bielicki, czołowy zawodnik polskiego stuntu, czyli akrobatycznej jazdy na motocyklu, i jedyny w kraju stunter wykonujący tricki na motocyklu marki Harley-Davidson. Po zapoznaniu się z materiałem dowodowym dostarczonym przez organizatorów do Biura Rekordów Księgi Guinnessa, rekord został oficjalnie uznany i od czerwca 2017 roku to Polacy są rekordzistami świata w tej kategorii.

Wydarzenie zostało zorganizowane przez salon GOC Harley-Davidson Rzeszów, największy salon marki Harley-Davidson w Polsce i Europie Środkowo-Wschodniej, oraz firmę Game Over Cycles, producenta motocykli typu custom, a także właściciela salonu H-D Rzeszów. Pomysłodawcami pobicia rekordu była firma GOC oraz Stunt Story - pierwsze w Polsce stunt show na motocyklu marki Harley-Davidson.

Nowy rekord wynosi 4,5 km i został ustanowiony w pierwszej próbie. Maszyna, na której pobito rekord, to najnowszy model Harley-Davidson Street Rod (pojemność silnika 750 cm³), którego premiera odbyła się w marcu 2017 roku. Poprzedni rekord został ustanowiony rok temu w Stanach Zjednoczonych, gdzie na motocyklu ze znacznie mocniejszym silnikiem (1200 cm³) udało się przejechać 3,7 km.

 

 

Wyczyn, którego dokonał Maciej „DOP” Bielicki, wymagał ogromnych umiejętności. „Po 300 metrach jazdy z paleniem gumy blokują się hamulce, płyn się gotuje i nie można ich już puścić” – tłumaczy Stanisław Myszkowski, szef GOC Harley-Davidson Rzeszów. „Przez cały czas przejazdu, czyli ok. 10 minut, trzeba cały czas zaciskać hamulec ręką, przenieść cały ciężar ciała na przód motocykla, aby jak najbardziej odciążyć tylne koło, i jednocześnie kontrolować maszynę stale paląc gumę. Jeśli ten proces zostałby choć na moment przerwany, rekord nie zostałby uznany. W takiej sytuacji musielibyśmy zmienić klocki hamulcowe, opony i zaczynać od nowa. Kierowca też musiałby odpocząć, ponieważ tego typu panowanie nad motocyklem wymaga sporej siły. Stunter z jednej strony doprowadza do krytycznych przeciążeń na maszynie, z drugiej dzięki temu driftuje tam, gdzie chce, co razem daje niesamowity efekt i ekscytujące widowisko” - dodał Myszkowski.

Maciej „DOP” Bielicki – twórca i główny bohater projektu Stunt Story - tak opisuje swoje wrażenia: „Do rekordu przygotowywałem się przez miesiąc czasu. Ostatni tydzień przed próbą ćwiczyłem konkretnie na modelu, na którym miała być podjęta próba, czyli Harley-Davidson Street Rod. Trasa przejazdu była dosyć wymagająca, gdyż nie była to prosta linia. Rekord biliśmy na normalnej ulicy, która czas wydarzenia została wyłączona z ruchu, tak więc musiałem skręcić na dwóch skrzyżowaniach, a następnie zawrócić na rondzie. Poza tym w różnych miejscach trasy występowały różne kąty nachylenia drogi, co utrudniało utrzymywanie motocykla w stałym poślizgu, ale ostatecznie wszystko poszło dobrze. Jestem bardzo szczęśliwy, że się udało i dziękuję wszystkim, którzy byli zaangażowani w osiągnięcie tego historycznego wyniku”.

Motocykl, na którym został pobity rekord, nie był specjalnie modyfikowany. Podobnie użyta opona była seryjnym modelem dostępnym powszechnie na rynku, co jest jednym z warunków uznania rekordu. Oprócz tego, w celu oficjalnego uznania rekordu organizatorzy musieli złożyć do Biura Rekordów Guinnessa m.in. nieedytowany zapis video z zarejestrowanym całym przejazdem, zeznania co najmniej dwóch świadków, a także pomiar długości przejazdu wykonany przez kwalifikowanych geodetów. Dokumentacja złożona do weryfikacji rekordu zawierała również zapis z kamer termowizyjnych celem potwierdzenia, że tylne koło ani na sekundę nie przestało jechać w poślizgu.

Źródło/Foto: Mat. prasowe

Reklama

Polecane wideo

Podobne artykuły

Zobacz również

Polecamy

Komentarze

Dodaj komentarz
Reklama

Najnowsze

Musisz przeczytać

Reklama